Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
25 listopada "Wiara, nadzieja, miłość"


25 listopada "Wiara, nadzieja, miłość"

Jestem po obozie i po zlocie, a w głowie mam mnóstwo doświadczeń i pomysłów. Wreszcie jest internet, a więc ruszamy z notkami.
Dla A. i E. ze względu na Annę Rice.
Dla A. ze względu na tematykę.
Oraz dla dwóch niezwykłych osób, ażeby ich historia dobrze się skończyła.
***
Rin rozejrzała się w około zadowolona. Czuła, że pierwsza część kursu całkiem sporo jej dała. Pozwoliła na lepsze przygotowanie do zbiórki. No i przynajmniej miała dla kogo. Na zbiórkach pojawiało się coraz więcej osób. Miała dziś nawet nową dziewczynę. Kat przyciągnęła swoją przyjaciółkę z klasy pływackiej, o imieniu Weronika. Czerwonowłosa przyglądała się brunetce, nie wiedząc jak ją ocenić. Zdawała się być raczej z typu tych, które zwykło się nazywać "pustymi", ale dziewczyna nauczyła się, by pochopnie nie oceniać ludzi. Przecież pierwsze wrażenie zawsze może być mylące. Do poznania niektórych osób potrzeba bardzo wielu lat. Rozpoczęła więc zbiórkę. Dziś w odpoczynku od nużących technik harcerskich, zaproponowała im rozmowę o problemach współczesnego świata.
"W końcu to nie zuchenki, tylko wędrowniczki. Mają swój światopogląd..."-tłumaczyła sobie. Zresztą w swojej harcerskiej karierze rzadko miała okazję poznać opinie innych na bieżące tematy. To były raczej tematy na przyjacielskie spotkania...A Rin zawsze pragnęła dzielić się z nimi swoimi myślami. I dlatego postanowiła to wprowadzić. Zaczęła od krótkiego filmu o problemie głodu w państwach Afryki, a potem przeczytała im kilka artykułów na temat walki z nimi. Starała się być obiektywna przy wyborze. Padały argumenty z "Gościa Niedzielnego", "Wiedzy i Życia" oraz "Wprost". Było kilka tekstów z blogów, pisanych przez internautów. Gdy skończyła, poprosiła o wszelkie opinie jakie przyjdą im do głowy.
Pierwsza zgłosiła się Danusia, która słynęła z odwagi w głoszeniu swoich poglądów.
-Uważam, że jedynym co pomoże Afryce to edukacja. Potrzeba wędki, nie rybki. Trzeba ich uczyć do zawodów. Edukować jak zapobiegać niechcianym ciążom. A co najważniejsze zmienić ich wizję świata...Doprowadzić do zniknięcia modelu rodziny wielodzietnej.
Po chwili zgłosiła się Maria. W oczach miała jakiś nieznany blask. Rin zdziwiła się, że taka nieśmiała osoba miała coś do powodzenia na forum.
-Uważam, że Kościół nie ma prawa krytykować uświadamiania tamtych ludzi o konieczności antykoncepcji. Sami nic nie robią, oprócz wysyłania pomocy, która nie dociera do potrzebujących. Prezerwatywa jest konieczna by uratować Afrykę od plagi HIV...-urwała speszona.
Kilka dziewczyn patrzyło na nią z potępieniem.
-Przyzwyczaiłyście się, że w harcerstwie są tematy tabu.-oświadczyła Teresa zdecydowanie-Ale ich nie ma. Tu każdy ma prawo do wyrażania własnych poglądów.
-Tak, Teresa ma rację.-dodała Rin.-Naprawdę chcę byście rozmawiały. Nie ma dobrych i złych poglądów. Dyskutujcie i przekonujcie się wzajemnie, ale nie potępiajcie.
Filipa zgłosiła się ostrożnie i przyznała, że potrzebna jest praca oraz kontrola urodzeń.
Nagle rękę do góry podniosła Polly i cichym, niepewnym polskim z mocnym angielskim wyjaśniła swój punkt widzenia:
-Sądzę, że przede wszystkim powinny zostać zakończone wojny...et...to znaczy, takie wewnątrz kraju.-wyjaśniła, rumieniąc się.
-A może macie jakieś kreatywne pomysły jak osiągnąć takie cele?-zapytała z uśmiechem Rin.
Dyskusja powoli zaczęła się rozkręcać.
"Kiedyś nauczymy się wyrażać własne zdanie bez strachu."-pomyślała z uśmiechem czerwonowłosa.
***
-Dziękuję wam za dzisiejszą zbiórkę. To tyle, teraz tylko kwestie organizacyjne. Dh. Malwina i jej drużyna pozwoliła nam dołączyć się do jej zimowiska. Odbędzie się ono w pierwszym tygodniu ferii w Szczecinie.
-W Szczecinie?-zdziwiła się nieco Mila.
-Tak. Do przyszłego tygodnia powiedzcie czy jesteście zainteresowane.
Część harcerek wyjęła z kieszeni płaszczy telefon i wpisała datę w kalendarz. Rin zajrzała przez ramię Kat w telefon Weroniki. Na tapecie uśmiechał się radośnie Joe Jonas, wokalista zespołu Jonas Brothers. Chcąc nie chcąc dziewczyna musiała o nim słyszeć. Parę dziewczyn w jej sierocińcu ich lubiło. Zdecydowanie nie był to typ muzyki, który lubiła. Uśmiechnęła się lekko. O gustach się nie dyskutuje.
Wiedziona ciekawością spojrzała do telefonu Małej. Jakieś serduszko, ładne i nic nie mówiące. Amaretto miała jakiegoś słodkiego kotka.
-Kto to?-zapytała podchodząc do Lidii. Na jej tapecie uśmiechał się jakiś nieznany jasnowłosy mężczyzna.
-Tom Cruze.-wyjaśniła szybko gotka.
-Z jakiego to filmu?
-"Wywiad z Wampirem". Grał Lestata, ale jak nie czytałaś książki...
-Nie czytałam, warto?
Kiwnęła głową.
-Kiedyś przeczytam. No, na dziś koniec zbiórki.
***
Choć może trudno w to było uwierzyć Lidia była zakochana w Lestacie. Niewielu ludzi wie jak to jest kochać osobę, gdy ma się świadomość, że ona nie istnieje. Brzmi głupio-to prawda, ale choć ta osoba nie istnieje, nie wyklucza to istnienia uczuć. Ból i miłość są zawsze tak samo realne. Lidia wiedziała także, że nie ma to nic wspólnego z nastoletnimi urojeniami, bo czy cierpiałaby tak bardzo?
Myślałam o nim. Wiedziała o nim wszystko i nauczyła się myśleć jak on. Czasami sądziła, że był tak samo realny jak ludzie przy nim, choć nigdy nie przestawała czuć smutku, że nigdy go nie spotka.
Zbyt idealny dla tego świata.
Ale był jej potrzebny. To uczucie zrodziło się w trudnym dla niej momencie. Przeprowadziła się z małej wsi do dużego miasta, gdzie wszystko było obce. Nie znała nikogo, nie miała przyjaciół, dla nikogo się nie liczyła. Jedna z nowo poznanych koleżanek była fanką "Kronik Wampirów" Rice, a Lidka zdecydowała się przeczytać z ciekawości. Nie mogła się oderwać od tej opowieści.
Aż zaczęło się to robić niebezpieczne...
Krótka fascynacja tą postacią przemieniła się w coś, czego wówczas 12-latka z łatwością nazwała uczuciem. To wiara w swoją i jego miłość sprawiła, że pokonała trudne dla siebie chwile i znalazła cel w życiu. W takim wieku zadurzenie w nieistniejącej postaci nie jest niczym nowym ani niezwykłym. Ale gdy jej koleżanki wyrastały, ona wciąż trwała niezmiennie przy swoim.
Wierzyłam, że mi przejdzie.
Nie można zmienić swoich uczuć, nawet jeżeli wierzymy że są dziecinne. Ale gotka wbrew pozorom nie żałowała. Ta miłość, choć tak niedorzeczna, dawała jej szczęście, jakiego wcześniej nie doznała.
Nie chcę tego zmienić! Nie wybrałabym inaczej...
Nie miała przyjaciółek, ale znała kilka dziewczyn, które twierdziły, że "kochają" fikcyjne osoby. Ich uczucia były jednak inne-można je było nazwać zauroczeniem, uwielbienie lub lubieniem. Z Lidią było inaczej. Ona nie zachowywała się po prostu jak fanka. Nie tylko wieszała plakaty...Ona po prostu nie przestawała myśleć o mrocznym świecie wampirów, który wyczarowała Anne Rice.
Dziewczyna nikomu o tym nie mówiła. Wiedziała, że nie zrozumieją.
Od dzieciństwa wychowana na książkach, starała się wierzyć, że jak w magicznej opowieści, kiedyś wydarzy się cud i spotka swoją miłość. Człowiek jest taką istotą, że nie może do końca wyzbyć się nadziei.
A ona każdą chwilą żyła dla niego. Myślała dla niego, czuła dla niego.
Większość ludzi powiedziałaby po prostu: "To minie", ale ona wiedziała już, że nawet jak pokocha kogoś innego to nie minie jej nigdy. Zbyt wiele mu zawdzięczała i poświęciła. Zbyt mocno kochała.
***
Rin rozejrzała się niepewnie i po raz kolejny sprawdziła w smsie godzinę. Tuż po zbiórce otrzymała wiadomość od jednej z harcerek bydgoskich, która prosiła o spotkanie: "bo chce dołączyć do drużyny". Zaintrygowana czerwonowłosa była gotowa się stawić, ale zdziwiła ją ta prośba. Nie kojarzyła tej całej Karoliny, ale skoro była harcerką, powinna wiedzieć, że na zbiórkę się po prostu przychodzi. Bez formalności. To przecież nie rozmowa kwalifikacyjna o pracę.
-Czuwaj.-z rozmyślań wyrwał ją głos i ujrzała tą tajemniczą dziewczynę. Rzeczywiście, kojarzyła ją. Sympatyczna, wysoka, wysportowana dziewczyna z kucykiem.
-Wejdźmy do kawiarni, bo tu się nie da gadać.-stwierdziła bezpośrednio. Skonsternowana Rin po prostu podążyła za nią. Już po chwili siedziały na czerwonych kanapach.
-Jesz coś?-zapytała radośnie Karolina.
-Nie, nie mam czasu.-odrzekła szorstko. "Czy ona po prostu nie ma przyjaciół?"-pomyślała gniewnie. Niezniechęcona panna poszła zamówić sobie ciasto i kawę. Gdy już przyszła z zamówienie, wyjęła z ust gumę i zawinęła ją w serwetkę, po czym rozpoczęła konsumpcję.
-Czemu mnie tu sprowadziłaś?-zapytała niechętnie i niecierpliwie Rin.
-Chcę wstąpić do twojej drużyny.-odparła naturalnie.
-To już wiem. Wystarczyło przyjść na zbiórkę, nie wiedziałaś o tym?-zadrwiła.
Jaki był powód? Naprawdę nie ma co zrobić z czasem.
-Z ciekawości chciałam z tobą porozmawiać.-walnęła Karolina prosto, przełykając kawałek ciasta.
-Nie jestem okazem w zoo, dzięki za zainteresowanie.-irytowała się coraz bardziej ruda.
-Odeszłam z powodu siostry.-kontynuowała nie zauważywszy zdenerwowania rozmówczyni.-Pewnie znasz, to Malwina.
-CO?!-krzyknęła zaskoczona Rin.-Zupełnie nie jesteście podobne.
A więc Malwa miała siostrę? Nigdy jej nie mówiła. O wielu rzeczach jej nie mówiła.
-Nie chciałam być z nią porównywana, a w jej drużynie to nieuniknione...-dodała cichutko dziewczyna.
-Ile ty właściwie masz lat?!-zapytała jej zdziwiona towarzyszka.
-16 i wiem, że nie wyglądam.
O, tak pomimo wysokiego wzrostu w jej twarzy u zachowaniu wciąż było coś niezmiennie dziecięcego.
Rin czuła mieszaninę irytacji i litości do tej jakże szczerej osoby.
-No to przyjdź na zbiórkę...-podsumowała niepewnie spuszczając wzrok-Jest za tydzień o 10, tu niedaleko w parku, wiesz gdzie?
-Wiem.-odparła szybko i znów spojrzała jej prosto w oczy.-Nie mów nikomu, że jestem siostrą Malwiny!
-Przecież i tak część wie, a reszta jej nie kojarzy
-Pozwól mi zacząć od nowa.-powiedziała z naciskiem.
Czerwonowłosa niepewnie skinęła głową.
-Do zobaczenia na zbiórce.-rzekła na odchodnym i wyszła z kawiarni. Nie doszła daleko, zatrzymał ją zdecydowany głos Malwiny.
-RIN!!!
Dziewczyna szła do niej z szerokim uśmiechem.
-Cześć, Malwinko.
-Witaj. Poznałaś, jak sądzę, moją uroczą siostrzyczkę.
-Nie mówiłaś, że masz siostrę.
-Dziwisz się?
Zaśmiały się cicho.
-Chce być w "Dmuchawcach".
-Rozsądnie.
-Mówi, że chce wyjść z twojego cienia.
-Yhm.
***
Kafejka internetowa o tej porze gromadziła najdziwniejsze osoby. Zmęczona Rin uniosła głowę z nad pisanego planu pracy i rozejrzała się dookoła. Grupa studentów na rogu wyróżniała się hałaśliwością i wystylizowanym wyglądem. Jakaś kobieta nerwowo gryząca ołówek i smarująca coś na kartce. Gruby facet sprawdzający prognozę pogody. Natchniona pisarka stukająca zamaszyście w klawisze. Najliczniejszą grupą byli niewątpliwie gracze internetowi, zwykle w wieku od 10 do 16 lat. Ukrywający przed matkami ile spędzają przy komputerze. Ci byli najcichsi, całkowicie pogrążeni we własnym świecie. Zajrzała przez ramię jednego i ujrzała smoki i kamienne ściany zamku. Inni grali w rozbudowywanie armii i miast. Długonoga blondynka zza kotuaru przyglądała się całej tej zbieraninie z niesmakiem.
-Skończyła pani już?-zapytała przesłodzonym tonem, jednakże pełnym nadziei.
-Nie, zrobiłam sobie przerwę.-odpowiedziała tak ostro, że aż paru chłopców podniosło głowy. Ktoś zagwizdał z uznania. Harcerka niedbale zerknęła na zegarek i podeszła do grupy grającej smokami.
-W co gracie?
Tylko jeden wykazał zainteresowanie i spojrzał na nią przeciągle.
-Knights of the dark.-wymamrotał jakiś sennie.
-Fajne?
Zapadła długa cisza, przerywana rytmicznym klikaniem klawiszy.
-O 22 pójdą do domu, po drodze zajdą do spożywczaka. Wtedy będą bardziej rozmowni.-poradziła monotonnym, lecz nieco śpiewnym głosem pisarka nie przerywając superszybkiego pisania.
Z westchnieniem wróciła do pracy. Pisanie charakterystyk dziewczyn, które widziało się raz-rzecz nie łatwa, a nawet niewykonalna. A do tego jeszcze plan pracy...
-Idę po coś do jedzenia.-oświadczyła głośno.-Ktoś coś chce?
Posypały się zamówienia. Widać każdy coś chciał, ale nikt nie miał ochoty wstać. Pognała do najbliższego osiedlowego sklepiku. Po drodze jakiś menel krzyczał coś do niej, ale ominęła go obojętna. Weszła do sklepu i kupiła wszystko co potrzebne. Dochodziła 21.30 gdy wróciła do kafejki i zaczęła rozdawać zakupy.
-Co ty tam piszesz?-zagadnął gruby mężczyzna.
-Plan pracy dla patrolu, bo jestem harcerką.
-Też kiedyś byłam!-rozjaśniła się ta nerwowa, odejmując od ust ołówek.
Nagle coś strzeliło i w około zapadła ciemność.
-Cholera!-krzyknął jeden z graczy-Nie ma prądu...
-Przepadło...!-denerwował się drugi.
-Dobrze, że zdążyłam zapisać.-cieszyła się pisarka.
-Ja też-dodała z ulgą Rin.
-A mi się wszystko skasowało...-jęknęła nerwowa.
-Może zrobiła się kopia automatyczna.-pocieszyła właścicielka.
-Ciekawe czy to tylko tu tak, czy na całym osiedlu.-zastanowił się gruby.
Rin ostrożnie wyszła na dwór i ujrzała niczym nie zmąconą ciemność.
-Na całym.-powiedziała po powrocie.
-I będę musiała zostać dłużej...-marudziła blondynka o długich nogach.
-Tramwaje nie działają.
-Pozabijamy się po ciemku!
-Poczekajmy.-poradziła Rin-To nie potrwa długo.
***
Wszystko było jak zawsze. Wczesne popołudnie. Poszła właśnie do Empiku, aby przejrzeć najnowsze gazetki. Wika zawsze miała nadzieje, że znajdzie się coś o Jonas Brothers, jej największej miłości. Na uszach miała słuchawki, z których płynęła ich najnowsza piosenka.
Właśnie wtedy pierwszy raz zobaczyła Jurka. Stał przed szybą wystawową i przyglądał się leżącej tam czarnej elektrycznej gitarze z czerwonym płomieniem. Zapamiętała ten widok na zawsze-stał tyłem, a jego ciemnobrązowe włosy opadały na ramiona przykryte kraciastą koszulką. Sądziła, że czar pryśnie, gdy się obróci, gdy ujrzy jego twarz, ale tak się nie stało.
Piękno...
Zdała sobie sprawę, że gapi się na niego dość natarczywie i wstydliwie spuściła wzrok. Zapomniała na śmierć o gazetach. Powoli zbliżyła się do wystawy, udając że interesuje ją gruby tom "Kuchni Rosyjskiej".
Widziała jego zielone oczy odbite w tafli szyby. Nie zauważyła nawet, że piosenka skończyła się. Chłopak ruszył. Odczekała chwilkę i ruszyła za nim. Szedł szybko i długimi krokami, więc z trudem za nim nadążała. Szli jakieś 10 min. i tylko siła jej uczucia pozwalała jej utrzymać tempo. Odgarnęła włosy z czoła i dostrzegła, że nieznajomy zatrzymał się i rozgląda w około.
-Jurek!
-Juruś!
W jego stronę pędziły jakieś dwie dziewczyny i chłopak.
-Cześć.
Powtarzała w myślach jego imię. Juruś, Jurek, Jerzy, Jureczek...
Ten drugi chłopiec i jedna z dziewczyn wyglądali na bliźniaków. Mieli identycznie kręcone włosy. Trzecia miała krótkie postrzępione włosy w czarnym kolorze.
-Julia za tobą tęskniła-oświadczyła czarnowłosa przebiegle.
-Noo...Umierała z rozpaczy...-dodał ten z kręconymi włosami.
-Ewka tęskniła bardziej.-odparowała dziewczyna-A Julian miał inne rzeczy na głowie...Pewna dziewczyna imieniem Kamila...
-Łał, opowiesz mi potem Julek. Cieszę się, że was widzę.
Przysłuchiwała się tej swobodnej, przyjacielskiej rozmowie z zazdrością. Co ona by dała, żeby być Julią albo Ewą...
-Ile zostaniesz?-zainteresował się chłopak.
-Wiesz, jaka jest mama...Nigdy nie wiadomo. Ale może rok, pół roku.-opowiedział Jurek.
-Hurra!-pisnęła Julia.
-Czyli znów do nas do klasy?-dopytywała się Ewa.
Wiktoria modliła się, żeby powiedział do której szkoły i jakiej klasy.
-No.
***
Mila nie musiała pytać, czy Dominika jest smutna. Pomimo, że tego nie okazywała i na zbiórce była wesoła jak zwykle, tylko ona dostrzegła tą małą zmianę. Czuła się bardzo źle, bo nie mogła nijak pomóc.
Tylko czas mógł. Nienawidziła czuć się taka bezradna i bezużyteczna.
"Gdybym mogła, zmusiłabym go, żeby został."-pomyślała.
Czasami milczenie, rozumienie i czekanie jest najlepszą pomocą, a jedynym co możemy zrobić to wierzyć.
-Przyjdź po zbiórce do mnie.-powiedziała niespodziewanie Mała cicho.
-Naprawdę?-sądziła, że będzie raczej pragnęła samotności.
-Nie chcę być sama, przyjdź.
-Ok.
Miała co prawda umówione wyjście do kina, ale postanowiła z niego zrezygnować. Czego się nie robi dla przyjaciół? Dominika jej potrzebowała...
Po zbiórce poszły razem do bloku Małej. W pokoju dziewczyna usiadła na ziemi i wtuliła twarz w dłonie. Nie płakała jednak. Mila czuła się fatalnie. Najchętniej by uciekła. Usiadła jednak w milczeniu przy boku przyjaciółki i gładziła ją delikatnie po włosach. Nie pocieszała. Po prostu była, nie chcąc nic w zamian.
Czasem nachodziły ją egoistyczne myśli, że traci czas. Czasem zastanawiała się czy roztrzepana Mała zrobiła by to samo dla niej. Ale nie przyszło jej do głowy by odejść. Siedziała bez słowa, pozwalając Dominice po prostu cierpieć.
Wieczorem zabrakło prądu, Mila zadzwoniła więc z komórki do rodziców, że zostanie u Małej na noc. A gdy przed północą przyszedł do Dominiki jakiś sms od koleżanki, wyrwała jej telefon z ręki, ratując go przed roztrzaskaniem o ścianę. I wtedy właśnie dziewczyna rozpłakała się. Dała jej płakać, aż do wyczerpania łez.
-Dzięki...-wychrypiała wreszcie słabo dziewczyna-Postaram się jakoś żyć.
-Chyba nie masz wyboru.
Dochodziła 1. Prąd wrócił niespodziewanie, tak jak znikł.
-Obejrzyjmy jakiś film.-zaproponowała Domi-Ale nie komedię romantyczną, romans, komedię, ani dramat.
-Może horror?
-Tak. A potem będziemy się bały zasnąć.
I nie spały do rana.
***
W kafejce internetowej było tłoczno. Prądu wciąż nie było. Rin martwiła się, bo z komórki nie mogła się dodzwonić do sierocińca, bo tam był stacjonarny. W końcu zadzwoniła do jednej z tych, które też miały komórki.
-Nie wzywajcie policji. Wrócę jak będzie prąd, jestem w kafejce niedaleko.-uspokoiła ją.
-Trudne te gry, w które gracie?-zapytała po chwili chłopców.
-RPG.-poprawił jeden z najmłodszych.
-Są świetne.
-Nauczycie mnie kiedyś.
-Ale nie są dla dziewczyn!-zbulwersował się 10-latek.
-Dobra, Bobek, przymknij się. Chce to ją nauczymy.
-Ale nie da rady!
Jeden z najstarszych, o krótko obstrzyżonych włosach, zapytał ją cicho:
-Zawsze jesteś taka otwarta na ludzi?
-Tylko na obcych.-uśmiechnęła się.
"Kiedyś byłam inna, z nikim nie mogłam się dogadać. To dzięki Renny. Ale dlaczego trudniej mi we własej drużynie niż z tymi obcymi ludźmi. I czemu byłam dziś taka...inna?"
-Co?-zdziwił się.
Nagle Rin doznała olśnienia. Przypomniała się jej rozmowa stoczona 11 listopada, kiedy proponowały tematy zbiórek. Części z nich mogło się to spodobać.
-A na playstation gracie?-zagadnęła.
-No pewnie. Ale są drogie, niewielu z nas ma.
-Ja mam nintendo!-pochwalił się jakiś piegowaty dzieciak.
-Hmmm...Bo ja bym kiedyś może zorganizowała zbiórkę harcerską o grach RPG i inne takie...Pomogli...byście?
Zawstydziła się. Czego na oczekuje?
Popatrzyli na nią w ciemności rozjaśnionej jedną świeczką. Jedni zdziwieni, inni pełni niedowierzania.
-Harcerki? A one nie zbierają w lesie szyszek?-burknął jeden z nich.
-Z tym się staram walczyć.-odparła siląc się na uśmiech, choć ten stereotyp wyprowadzał ją z równowagi.
Krótko obcięty niepewnie kręcił głową. Widać było, że są także nieco zaciekawieni.
-To co? Chcecie czegoś nauczyć mnie i dziewczyny?
-Zobaczymy...-powiedział najwyższy z bandy.
Blondynka zza kotuaru wysłała jej pełen zdumienia uśmiech.
-Mogę wam udostępnić kafejkę na trochę. Za darmo.-powiedziała niechętnie.
To ostatecznie przekonało chłopców.
-Dzięki-szepnął nawet jeden z nich.
W tym momencie światło się zapaliło.
-Już pierwsza!-pisnęła pani pisarka, zbierając rękopisy i wychodząc.
-Pomóc coś pani?-zapytał piegowaty właścicielkę.
-Włączyć, sprawdzić czy wszystko ok i wyłączyć.
-Taa jest, pani kierowniczko!-zawołali chórem chłopcy.
***
-Zakochałam się.-oświadczyła Wiktoria poważnie.
-Łał.-odpowiedział głos po drugiej stronie słuchawki. Należał do Kat.-Kto to? Znam go?
-Nazywa się Jurek i jest taki łaaadny! Musisz go zobaczyć! Bo on jest tu nowy...
-Wierzę na słowo.-zaśmiała się przyjaciółka.-Jak go spotkałaś?
Szykowała się długa opowieść, więc usiadła wygodnie i przełożyła słuchawkę w drugą rękę.
Jednak do niczego nie doszło, gdyż trzasnęło i rozmowa przerwała się.
-Nie ma prądu!-krzyknęła mama z dołu do oszołomionej Kat.
Dziewczyna westchnęła.
-Nie mamy zapałek.-oznajmił hiobowym tonem tata.-Leć no do sąsiadów i pożycz jakieś.
-Dlaczego ja?
-Nie marudź.
Chcąc nie chcąc poszła. Ponieważ mieszkała w domku jednorodzinnym musiała wyjść na dwór i podejść do domu obok. Po ciemku to nie okazało się łatwe. Z trudem odnalazła guzik dzwonka i zadzwoniła.
Otworzyła jakaś młodo wyglądają kobieta. Na głowie miała artystyczny nieład.
-Dzień dobry...-speszyła się Kasia-Ja tylko...Czy mogłabym pożyczyć zapałki?
-U was też nie ma prądu?-zapytała łagodnie kobieta-My tutaj pierwszy dzień, a tu taka przygoda.
-Przeprowadziła się pani?
-Tak. Mieszkasz tu?
-Obok.
-Więc jesteś naszą nową sąsiadką. Miło mi cię poznać.
Nagle do przedpokoju zszedł jakiś tęgawy mężczyzna.
-Dzień dobry, czego panienka sobie życzy?-rzekł kurtuazyjnie.
-Zapałek.
-Ano właśnie, bym zapomniała! Już po nie lecę, ale zanim znajdę....Zdejmij buty, kochana i poczekaj tu chwilkę.
Pobiegła w kierunku kuchni, a jej mąż zaprowadził Kat do salonu.
-Bianka nie należy do uporządkowanych osób.-wyjaśnił-Zanim znajdzie minie trochę czasu, bo dopiero co się przeprowadziliśmy, a ona nie zna się na pakowaniu. Jak każda artystka...Widzisz te obrazy? To ona je malowała...
-Są...Piękne.-szepnęła zachwycona Kat. Nie znała się na sztuce, ale obrazy Bianki wydawały się ładne.
-Cóż, pójdę jej pomóc.-rzekł mężczyzna.-Zawołam mojego syna do towarzystwa. Niech pozna sąsiadkę. Jurek! Jurek! Chodź tu!
"Jurek? Dopiero co się przeprowadził? Czyżby to ten Jurek?"-myśli Kasi popędziły jak oszalałe.-"Więc mieszkam koło wielkiej miłości Weroniki?"
Rzeczywiście, był piękny. Zauważyła to już wtedy gdy stanął w drzwiach salonu. Włosy miał długie, lecz bardziej uporządkowane niż matka i był szczuplejszy od ojca.
-Idę pomóc mamie, zajmij się naszą sąsiadką.-polecił mężczyzna.
Chłopak uśmiechnął się nieśmiało. Miał szczere, zielone oczy.
-Mieszkasz obok?
-Tak.
-Miło mi cie poznać.-powtórzył słowa swojej matki.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech. W jego obecności nie umiała uczynić inaczej.
-Jak ci się tu podoba?-zapytała lekko.
-Już tu kiedyś mieszkałem. Moja mama jest malarką i jeździmy po całym kraju...Cieszę się, że znów tu jestem. Mam tu kilku przyjaciół.
-To musi być fajnie tak podróżować.
-Niespecjalnie.
-Jesteś tym pewnie zmęczony.
-A ty znudzona życiem tu.
-Każdy chce tego czego nie ma.
Zaśmiali się. W jego towarzystwie była swobodna, nie to co przy innych chłopcach.
-Widzę, że jesteście w dobrej komitywie.-oznajmił ojciec Jurka wchodząc do salonu. W rękach niósł pudełko zapałek. Za nim wślizgnęła się jego żona.
Przyjęła pudełko i podziękowała.
-Musimy się kiedyś spotkać i pogadać dłużej.-rzekł jeszcze z uśmiechem Jurek. Kiwnęła głową, pełna radości.
Gdy wyszła w ciemność, nagle po policzkach spłynęły jej łzy. Poczuła się jakby zdradziła Weronikę. Jakby umówiła się z jej chłopakiem.
"Psuć związek, którego nie ma?"-starała się przekonać samą siebie-"Toż to absurd..."
Wpadła do domu i wcisnęła matce zapałki. Wysłuchała pokornie kazania: "Gdzieś ty się tyle włóczyła" i nie powiedziała ani słowa o nowych sąsiadach. Weszła na góre i napisała krótkiego sms-a do Weroniki.
Mieszkam chyba koło twojego Jurka.
Zasnęła, bojąc się jaką odpowiedź mogłaby otrzymać.

dmuchawce 10/08/2009 09:36:10 [Powrót] Komentuj



huh... trudne jest zycie harcerki. Rany, widze ze opowiesc schodzi na trudniejsze tematy nie wiem czy uda mi sie to przełkną ;P ale damy rade :)
enchantress 10/08/2009 16:49:14
| brak www IP: 83.20.117.128









| Html by Enchantress |

Księga gości
Wpisz się
Obejrzyj

Jesteś 16282 osobą na tym blogu


Czarny Bez
Czarny Bez (część I)
Czarny Bez (część II)
Czytam
Enchantress
Diferente Mundio
Yaoi by Karmel
Yaoi by Carax
Dmuchawce
Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Bohaterowie
Rozdział V
Bohaterowie II
Rozdział VI
Moje
Moje Yaoi
Pola Maków
Photoblog
Another World



^Dodaj mnie do ulubionych
^Archwium
^O mnie



<